Mhm no trochę dzisiaj tego napisałam a nudzi mi się więc dalej dodaję. Mam nadzieję, że wena mnie nie opuści i jeszcze być może w trakcie drogi coś dodam.
-O co chodzi?-zapytał blondyn a Near wyczekująco wpatrywał się w brązowowłosego swoimi wielkimi, czarnymi oczami.
-Jutro znowu wyjeżdżam. Przyjechałem tu tylko dlatego, że tęskniłem.
Mówiąc to przyciągnął do siebie Mello i mocno go przytulił. Białowłosy siedział na fotelu i widząc dwójkę swoich przyjaciół przytulających się ścisnął mocniej swojego dużego, białego, pluszowego misia. "Całe szczęście, że wyjeżdża, teraz Mello będzie mieć więcej czasu dla mnie." pomyślał Near.
-Skoro jutro wyjeżdżam to obejrzyjmy jakiś film-zaproponował Matt z wesołym uśmiechem-na pewno znajdę jakiś horror.
Mello usiadł na dolnym łóżku, po jego lewej usadowił się Near i przytulił do jego ramienia. Na końcu dosiadł się Matt i objął blondyna.
Rano kiedy Mello się obudził zauważył, iż brakuje przy nim Matta, natomiast Near leży obok dalej wtulając się w jego ramię. Uśmiechnął się sam do siebie i zmrużył oczy. Nieobecność brązowowłosego przestała go interesować. W tej chwili chciał tylko mieć Neara jak najdłużej dla siebie. "Skoro on i tak śpi." pomyślał blondyn i pocałował przyjaciela w czoło. Białowłosy powoli otworzył oczy.
-Co się stało?-spytał zaspanym głosem.
-Nic.
-Miałem świetny sen. Ty w nim byłeś...
-A o czym był?
-Wolę nie mówić.-powiedział cały czerwony Near.
-Dlaczego? Proszę, powiedz.
-Może kiedy indziej.-odpowiedział nadal czerwony chłopiec po czym wstał i poszedł do łazienki.
Mello sięgnął po telefon. "Oczywiście. SMS od Matta." nie czytając go odłożył telefon.
-Near długo jeszcze?!-krzyknął pod drzwiami łazienki.
-Czekaj! MYję się!-odkrzyknął nieco ciszej białowłosy.
Po jakimś czasie Mello wziął prysznic. Wychodząc z łazienki zaczął zapinać bluzkę, Near podszedł i objął go od tyłu w pasie. Blondyn stanął bez ruchu. Białowłosy pocałował przyjaciela delikatnie w policzek.
-Ekhem... Near, co ty robisz?
-To co w moim śnie.-delikatnie się uśmiechnął.
-Co?!
Near uciszył go pocałunkiem i przytulił mocniej. W tym momencie do pokoju wpadł Matt i spojrzał zdziwiony na przyjaciół.
-Co tu robisz?-zapytał Near ściskając Mello jeszcze mocniej i starając się spojrzeć groźnie na brązowowłosego.
-Przecież napisałem SMS'a. Zapomniałem laptopa.-mówiąc to sięgnął po niego i znowu spojrzał w kierunku współlokatorów.-Wiesz mały, nie sądziłem, że kiedykolwiek, kogokolwiek poderwiesz.-uśmiechnął się złośliwie.
Near podszedł do niego zdenerwowany.
-No muszę lecieć.-zawołał a wychodząc skorzystał z okazji i pocałował białowłosego w policzek.
Near dotknął miejsca, w które pocałował go Matt, oboje z Mello stali i nie mogli się ruszyć.
sobota, 27 lipca 2013
Mello, Near i Matt rozdział 2
Hei ^^ No cóż wyszło na pewno nieco lepiej niż pierwszy rozdział. Jeżeli są jakieś błędy to serdecznie przepraszam ale spałam tylko cztery godziny i wszystko mi się myli. Mam nadzieję, ze spodoba wam się. Zapraszam do czytania.
Mello szedł przez korytarze. Nie wiedział tak naprawdę dokąd. W tej chwili chciał tylko być z dala od Neara. Cały czas słyszał w głowie jego słowa "To nic nie znaczy". Z oczu popłynęły mu łzy. Usłyszał kroki na korytarzu. Odwrócił się i zaczął szybko iść w przeciwną stronę.
-Mello?
Usłyszał znajomy głos, mimowolnie odwrócił się i otworzył szeroko oczy. To był Matt. Nie było go tylko tydzień, jednak dla blondyna to wydawało się wiecznością. Mail podbiegł do niego i przytulił mocno.
-Tęskniłem.-szepnął mu do ucha-Co się stało?-zapytał widząc łzy Mello.
-Nie, nic się nie stało. Gzie byłeś?
-Długa historia, nie powinienem o tym mówić.
Blondyn kiwnął głową. Ruszyli do pokoju rozmawiając o tym co działo się w sierocińcu w ciągu tego tygodnia. Kiedy weszli do pokoju pierwszą rzeczą, która rzuciła im się w oczy były porozrzucane wszędzie zabawki.
-Naprawdę nie powinienem was zostawiać samych-zaśmiał się Matt.
Near obserwował swoich współlokatorów. Jutro mieli razem pierwszą lekcję-matmę.
Near przyszedł do klasy jeszcze przed nauczycielem. Od czasu śmieci A, BB przeważnie siadał z nim lub sam. Białowłosy przysunął swoją ławkę do tej, przy której siedzieli Matt i Mello. Mail właśnie wszedł do klasy grając na swoim PSP. Zaraz za nim szedł blondyn. Ich wzrok przykuły połączone ławki. Niepewnie zajęli swoje miejsca.
Minęło 15 minut lekcji a Beyond dalej się nie pojawiał. Blondyn właśnie rozwiązywał równanie na tablicy kiedy do sali z głośnym hukiem wpadł BB i wylądował tuż pod nogami Mello, który od razu zaczął się śmiać. Po chwili Matt i (niepewnie) Near również zaczęli się śmiać. Reszta klasy pokazywała palcem "spóźnialskiego" i szeptała pomiędzy sobą.
-Wasza trójka!-krzyknął Roger-I ty B!-dodał po chwili-Zostajecie po lekcjach. A teraz siadajcie.
-Zostaniecie tutaj do 17:00.
-Co?! To trzy godziny!-krzyknął Mello na całą klasę.
-Zawsze mogę wam przedłużyć karę lub zadać dodatkowe zadania. Matt daj mi tą grę.-westchnął Roger, zauważając ucznia grającego pod ławką.
Cała czwórka siędziała na miejscach i wpatrywała się w zegar. Tymczasem do sali zajrzał Watari prosząc Rogera na rozmowę.
-Jak długo jeszcze będą się ciągnąć te męczarnie?-westchnął blondyn i opadł na ławkę.
-Mogłeś się nie śmiać idioto.-mruknął Beyond.
-Co?-Mello wstał z miejsca i "pomógł" wstać B, ciągnąc go za koszulkę.
-Wiedziałem, ze jesteś głupi ale, że jeszcze głuchy...-odpowiedział z uśmiechem czarnowłosy.
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować Mello przyłożył mu w nos tak, że B upadł na podłogę. Matt i Near zerwali się z miejsc aby powstrzymać blondyna ale nie zdążyli. Mello skoczył i wymierzył cios, jednak tym razem to Beyond był szybszy i uderzył go mocno w twarz, przytrzymując mu ręce.
Kiedy wymierzał kolejny cios do sali wpadł Roger i zaczął rozdzielać chłopców. Kiedy mu się to udało krzyknął.
-Idziemy do Watariego! Natychmiast!
Czwórka uczniów stałą teraz cała czerwona przed biurkiem Watariego. Matt rozglądał się po pokoju. Znał go prawie na pamięć, w końcu często tu bywał.Ściany były z ciemnego drewna, na podłodze, blady, zielono czerwony dywan a na nim biurko, równie ciemne jak ściany. Za nim duże okno z zasłonami w takim samym kolorze jak dywan. Przy lewej ścianie stał czerwony fotel i ogromna półka na książki.
-Matt. Więc może ty opowiesz mi co się dokładnie stało?
Chłopak westchnął i opowiedział po kolei co się stało.
-Hmm-zamyślił się Watari-Wcześniej nie sprawialiście większych problemów. Tym razem zakończę tylko na upomnieniu.
Matt, Near i Mello wrócili do swojego pokoju.
-Wiecie chłopaki właściwie to muszę wam coś powiedzieć.-zaczął Matt.
Mello szedł przez korytarze. Nie wiedział tak naprawdę dokąd. W tej chwili chciał tylko być z dala od Neara. Cały czas słyszał w głowie jego słowa "To nic nie znaczy". Z oczu popłynęły mu łzy. Usłyszał kroki na korytarzu. Odwrócił się i zaczął szybko iść w przeciwną stronę.
-Mello?
Usłyszał znajomy głos, mimowolnie odwrócił się i otworzył szeroko oczy. To był Matt. Nie było go tylko tydzień, jednak dla blondyna to wydawało się wiecznością. Mail podbiegł do niego i przytulił mocno.
-Tęskniłem.-szepnął mu do ucha-Co się stało?-zapytał widząc łzy Mello.
-Nie, nic się nie stało. Gzie byłeś?
-Długa historia, nie powinienem o tym mówić.
Blondyn kiwnął głową. Ruszyli do pokoju rozmawiając o tym co działo się w sierocińcu w ciągu tego tygodnia. Kiedy weszli do pokoju pierwszą rzeczą, która rzuciła im się w oczy były porozrzucane wszędzie zabawki.
-Naprawdę nie powinienem was zostawiać samych-zaśmiał się Matt.
Near obserwował swoich współlokatorów. Jutro mieli razem pierwszą lekcję-matmę.
Near przyszedł do klasy jeszcze przed nauczycielem. Od czasu śmieci A, BB przeważnie siadał z nim lub sam. Białowłosy przysunął swoją ławkę do tej, przy której siedzieli Matt i Mello. Mail właśnie wszedł do klasy grając na swoim PSP. Zaraz za nim szedł blondyn. Ich wzrok przykuły połączone ławki. Niepewnie zajęli swoje miejsca.
Minęło 15 minut lekcji a Beyond dalej się nie pojawiał. Blondyn właśnie rozwiązywał równanie na tablicy kiedy do sali z głośnym hukiem wpadł BB i wylądował tuż pod nogami Mello, który od razu zaczął się śmiać. Po chwili Matt i (niepewnie) Near również zaczęli się śmiać. Reszta klasy pokazywała palcem "spóźnialskiego" i szeptała pomiędzy sobą.
-Wasza trójka!-krzyknął Roger-I ty B!-dodał po chwili-Zostajecie po lekcjach. A teraz siadajcie.
-Zostaniecie tutaj do 17:00.
-Co?! To trzy godziny!-krzyknął Mello na całą klasę.
-Zawsze mogę wam przedłużyć karę lub zadać dodatkowe zadania. Matt daj mi tą grę.-westchnął Roger, zauważając ucznia grającego pod ławką.
Cała czwórka siędziała na miejscach i wpatrywała się w zegar. Tymczasem do sali zajrzał Watari prosząc Rogera na rozmowę.
-Jak długo jeszcze będą się ciągnąć te męczarnie?-westchnął blondyn i opadł na ławkę.
-Mogłeś się nie śmiać idioto.-mruknął Beyond.
-Co?-Mello wstał z miejsca i "pomógł" wstać B, ciągnąc go za koszulkę.
-Wiedziałem, ze jesteś głupi ale, że jeszcze głuchy...-odpowiedział z uśmiechem czarnowłosy.
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować Mello przyłożył mu w nos tak, że B upadł na podłogę. Matt i Near zerwali się z miejsc aby powstrzymać blondyna ale nie zdążyli. Mello skoczył i wymierzył cios, jednak tym razem to Beyond był szybszy i uderzył go mocno w twarz, przytrzymując mu ręce.
Kiedy wymierzał kolejny cios do sali wpadł Roger i zaczął rozdzielać chłopców. Kiedy mu się to udało krzyknął.
-Idziemy do Watariego! Natychmiast!
Czwórka uczniów stałą teraz cała czerwona przed biurkiem Watariego. Matt rozglądał się po pokoju. Znał go prawie na pamięć, w końcu często tu bywał.Ściany były z ciemnego drewna, na podłodze, blady, zielono czerwony dywan a na nim biurko, równie ciemne jak ściany. Za nim duże okno z zasłonami w takim samym kolorze jak dywan. Przy lewej ścianie stał czerwony fotel i ogromna półka na książki.
-Matt. Więc może ty opowiesz mi co się dokładnie stało?
Chłopak westchnął i opowiedział po kolei co się stało.
-Hmm-zamyślił się Watari-Wcześniej nie sprawialiście większych problemów. Tym razem zakończę tylko na upomnieniu.
Matt, Near i Mello wrócili do swojego pokoju.
-Wiecie chłopaki właściwie to muszę wam coś powiedzieć.-zaczął Matt.
Blog upadł
Blog upadł. Bardzo mi przykro tym bardziej, że wcześniej był raczej często odwiedzany i komentowany. Zdaję sobie sprawę, że zmieniłam trochę opowiadania i bardzo mi przykro jeżeli komuś już nie przypadają do gustu. Prosiłabym o skomentowanie czegoś od czasu do czasu, jeżeli już jesteście. Wiem, że bardzo rzadko dodaję posty, ale teraz wyjeżdżam i po powrocie na pewno będę mieć masę opowiadań. Przy okazji chętnie polecę wam ten oto blog http://death-note-blog.blog.onet.pl/ Zaczęłam go w sumie czytać wczoraj, trafiłam na niego zupełnie przez przypadek i bardzo mi się spodobał więc was również zapraszam do czytania. Teraz zastanawiam się tylko czy warto w ogóle prowadzić tego bloga. Jeśli możecie prosiłabym was o wyrażenie swojej opinii w komentarzach.
Mello Near i Matt rozdział 1
Heii ludzie ^^ (Mam nadzieję, że ktoś to czyta.) Tak mi się zaczęło nudzić i stwierdziłam, że wymyślę jakieś opowiadanie. Może i głupio je pisać biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie przez najbliższe dwa tygodnie nie będę mieć dostępu do internetu ale wolę się już teraz tym podzielić. Pierwszy rozdział jest raczej dosyć krótki, zbyt krótki, ale drugi to powinien wynagrodzić. Błędy są na pewno ale mam nadzieję, że nie za dużo. Myślałam, że wyjdzie chodź trochę dłuższe :( Potraktujcie to bardziej jako wstęp i nie bijcie, że na razie nie ma Matta. No to zaczynajmny.
Mello wszedł zdenerwowany do pokoju. Na podłodze siedział Near i układał puzzle. Zerknął kątem oka na przyjaciela.
-Coś się stało?
-Nie. Nic. Matt podobno dzisiaj wraca.-odparł blondyn z wymuszonym uśmiechem.
-To raczej dobrze.-podsumował Near nie przerywając układanki.
Mello położył się na łóżku i rozejrzał po pokoju. Był on dosyć niewielki. Ściany pomalowane na biało, z lewej i prawej strony po ciemnym biurku. Po lewej dwupiętrowe łóżko, a po prawej niewielka półeczka na książki i telewizor. Natomiast na podłodze mnóstwo zabawek Neara. Blondyn odkąd pamiętał mieszkał w nim z Mattem, którego w sierocińcu nie było już od tygodnia więc jego miejsce razem z grupką swoich pluszowych zabawek zajął białowłosy. O tym gdzie znajduje się Matt i co robi wiedzieli prawdopodobnie tylko Watari i Roger. Z zamyślenia wyrwał go głos obecnego współlokatora.
-Chciałbyś poukładać ze mną puzzle?
-Ech... W porządku.-odpowiedział Mello, zupełnie nie rozumiał co jego przyjaciel w tym widzi.
Wziął jeden kawałek układanki i powoli próbował dopasowywać go po kolei do innych fragmentów. Near cicho westchnął, złapał dłoń blondyna i pokierował w odpowiednie miejsce. Do Mello dopiero po chwili dotarło, że Near już dłuższy czas trzyma go za rękę. Odskoczył jak oparzony i oboje zarumienili się. Białowłosy opuścił głowę starając się ukryć czerwone policzki swoimi lekko kręconymi włosami. Blondyn natomiast siedział w kącie, odwrócony plecami do reszty pokoju intensywnie wpatrując się w ścianę.
-Ekhem... Mello...-mruknął niepewnie Near i dotknął ramienia blondyna.
-Czego chcesz?-warknął.
-Nie rozumiem o co ci chodzi. Przecież tylko pomogłem ci z puzzlami. To nic nie znaczy...-ciągnął Near.
Mello już nie słuchał, otworzył szerzej oczy. "To nic nie znaczy" usłyszał ponownie w swojej głowie. On wolałby aby to coś znaczyło, ale przecież nie mógł tego od tak powiedzieć, zwłaszcza teraz. Powoli wstał i lekko zachwiały mu się nogi. Nie patrząc na Neara wybiegł z pokoju i trzasnął mocno drzwiami.
Mello wszedł zdenerwowany do pokoju. Na podłodze siedział Near i układał puzzle. Zerknął kątem oka na przyjaciela.
-Coś się stało?
-Nie. Nic. Matt podobno dzisiaj wraca.-odparł blondyn z wymuszonym uśmiechem.
-To raczej dobrze.-podsumował Near nie przerywając układanki.
Mello położył się na łóżku i rozejrzał po pokoju. Był on dosyć niewielki. Ściany pomalowane na biało, z lewej i prawej strony po ciemnym biurku. Po lewej dwupiętrowe łóżko, a po prawej niewielka półeczka na książki i telewizor. Natomiast na podłodze mnóstwo zabawek Neara. Blondyn odkąd pamiętał mieszkał w nim z Mattem, którego w sierocińcu nie było już od tygodnia więc jego miejsce razem z grupką swoich pluszowych zabawek zajął białowłosy. O tym gdzie znajduje się Matt i co robi wiedzieli prawdopodobnie tylko Watari i Roger. Z zamyślenia wyrwał go głos obecnego współlokatora.
-Chciałbyś poukładać ze mną puzzle?
-Ech... W porządku.-odpowiedział Mello, zupełnie nie rozumiał co jego przyjaciel w tym widzi.
Wziął jeden kawałek układanki i powoli próbował dopasowywać go po kolei do innych fragmentów. Near cicho westchnął, złapał dłoń blondyna i pokierował w odpowiednie miejsce. Do Mello dopiero po chwili dotarło, że Near już dłuższy czas trzyma go za rękę. Odskoczył jak oparzony i oboje zarumienili się. Białowłosy opuścił głowę starając się ukryć czerwone policzki swoimi lekko kręconymi włosami. Blondyn natomiast siedział w kącie, odwrócony plecami do reszty pokoju intensywnie wpatrując się w ścianę.
-Ekhem... Mello...-mruknął niepewnie Near i dotknął ramienia blondyna.
-Czego chcesz?-warknął.
-Nie rozumiem o co ci chodzi. Przecież tylko pomogłem ci z puzzlami. To nic nie znaczy...-ciągnął Near.
Mello już nie słuchał, otworzył szerzej oczy. "To nic nie znaczy" usłyszał ponownie w swojej głowie. On wolałby aby to coś znaczyło, ale przecież nie mógł tego od tak powiedzieć, zwłaszcza teraz. Powoli wstał i lekko zachwiały mu się nogi. Nie patrząc na Neara wybiegł z pokoju i trzasnął mocno drzwiami.
sobota, 13 lipca 2013
Ciąg dalszy przygody Ciela i Sebastiana ;)
-Paniczu czy mogę zadać pytanie?
-Oczywiście.
-Zapewne nie będziesz się na tym balu bawił tylko próbował dowiedzieć coś więcej na tem hrabi i jesgo służby zgadza się?
-Doprawdy Sebastianie zupełnie jakbyś czytał mi w myślach.
-Tak więc paniczu mam wyjść czy zostać?
-Możesz spróbować się czegoś jeszcze dowiedzieć. Chociaż i tak wątpię aby ci się to udało.-odparł chłopiec i zgasił światło.
Lokaj wyszedł z pokoju i szedł korytarzem po krótkiej chwili wpadł na blondyna.
-Co tu robisz?-spytał zdziwiony chłopak.
-Panicz chce się zdrzemnąć przed balem a ja chciałem zobaczyć jak idą przygotowania... A hrabia co tutaj robi?
-W końcu to moja posiadłość.-odpowiedział lekko rozbawiony Alois-Skoro chcesz się rozejrzeć proszę bardzo, ale uważaj posiadłość skrywa mroczne sekrety.-uśmiechnął się i odszedł.
Sebastian ruszył za chłopcem, idąc tak nie zauważył jednak pokojówki i wpadł na nią. Hannah stała przed nim ze spuszczoną głową a młody hrabia zniknął mu z oczu.
-Przepraszam. Czy wszystko w porządku?-zapytała pokojówka nie podnosząc wzroku.
-To ja przepraszam. Czy mogę zapytać co stało się pani w nogę? Wyglądało to dosyć poważnie.
-To nic. Przewróciłam się na schodach.-skłamała kobieta i odwróciła głowę.
-W porządku. Jeszcze trzydzieści minut do balu czy może mi pani pokazać gdzie znajduje się sala?
-Oczywiście proszę iść za mną.
Szli przemierzając czerwono złote korytarze, było już dosyć ciemno jednak dla kogoś takiego jak Sebastian nie było to zbytnim utrudnieniem.
-To za tym korytarzem. Myślę, że trafi pan sam.
Niczego nie świadom Sebastian wszedł do jak mu się zdawało korytarzu a Hannah zatrzasnęła za nim drzwi.
-Nie wierzę, że dał się nabrać na starą sztuczkę z iluzją.-zaśmiał się Alois, który właśnie podszedł obok komórki w której został zamknięty lokaj Ciela.
-Co dalej panie?-spytał Claude.
-Teraz kiedy pozbyliśmy się jego lokaja Ciel jest bezbronny. W trakcie balu mam zamiar wyzwać go na pojedynek i ZABIĆ.-zaśmiał się chłopak-A ty weźmiesz sobie jego duszę. Jasne?
- Tak, wasza wysokość.-uklęknął.
Lokaj Aloisa ruszył by obudzić ich gościa, wszedł do pokoju i już miał się odezwać zauważył jednak, że po hrabi Phantomhive nie ma śladu. Lekko zdezorientowany ruszył z powrotem do swego pana.
-Przepraszam panie ale twój gość zniknął.
-Co?! Jak to zniknął?! Jak mogłeś do tego dopuścić?!-wrzasnął Alois po czym uderzył swojego lokaja w twarz.
-Proszę się uspokoić. Mamy jeszcze czas. Na pewno przyjdzie.
-Obyś się nie mylił.
***
-Oby panicz zorientował się o co chodzi. Muszę się stąd wydostać...
-Witaj Sebastianku!
Tak. To mógł być tylko on. Grell Sutcliffe. Tylko on tak go nazywał.
-Co tutaj robisz?-zapytał Shinigami opierając się jedną ręką o ścianę a drugą trzymając na biodrze.
-Gram w bierki gdybyś nie zauważył. Jestem zamknięty.
-Nie denerwuj się.-odpowiedział Grell po czym podszedł do Sebastiana.-Chciałem cię wypuścić, ale skoro jesteś taki nie miły... Paaa.
-Czekaj!-Złapał czerwonowłosego za ramię.-Jak mogę stąd wyjść?
-Teraz? No nie wiem...-odparł żniwiarz udając, że się zastanawia.
-Co chcesz w zamian?
-Przez jeden dzień będziesz robić wszystko co ci karzę.
-Przez dwie godziny.-westchnął Sebastian-A teraz otwórz te dzrwi.
-Och tylko dwie godziny? No cóż lepsze to niż nic, ale pomogę ci znaleźć tego dzieciaka.-otwiera drzwi.
-Chcesz iść ze mną na bal?-zapytał zdziwiony lokaj.
-No wiesz taka propozycja! Nie mogę odmówić! Chętnie pójdę z tobą na bal! Tak się cieszę, że mnie zaprosiłeś!-krzyknął wesoło Grell po czym objął Sebastiana.
-W takim razie dwie godziny na balu. Teraz chodźmy.
-Co?! Ten bal miał być jako dodatek!-zawył załamany żniwiarz.
-Nie. Chodźmy znaleźć panicza.
Zbiegli we dwóch do sali balowej, jednak nie mogli tam znaleźć Ciela, nie było też Aloisa ani jego lokaja.
***
-To jak Phantomhive? Zgadzasz się na pojedynek?
-Tak, ale bez żadnej pomocy.
-Jasne, niby dlaczego nie ma tu Claude'a a twój lokaj jest zamknięty?
-Jak to zamknięty? Co...
W tym momencie Alois ruszył z mieczem w kierunku Ciela a ten ledwo uniknął ataku. Przez długi czas walki chłopcy po prostu robili uniki aż do momentu, w którym blondyn zamachnął się i skaleczył dotkliwie bruneta w nogę. Hrabia Phantomhive skrzywił się z bólu i upadł na kolana.
-Wiesz Phantomhive? Nie myślałem, że tak szybko z tobą skończę!
Trancy machnął mieczem, trafił jednak w podłogę a obok stał Sebastian trzymając swojego panicza.
-Doprawdy zostawić cię na godzinę samego i od razu wdajesz się w bójkę.
-Gdybyś nie dał się zamknąć nic by się nie stało.
Rozmawiali kompletnie nie zwracając uwagi na blondyna i jego lokaja. Grell usiłował zwrócić na siebie uwagę jednak nie wychodziło mu to najlepiej.
-Proszę was! Pośpieszcie się mam jeszcze półtorej godziny! Czy ktoś mnie słucha?!
Sebastian wyskoczył z Cielem na rękach przez okno i ruszyli w drogę powrotną.
No tak. Beznadziejne zakończenie, ogólnie ostatnia scena beznadziejna :/ Zdaję sobie z tego sprawę ale nie mam zbytniej weny a od pewnego momentu musiałam mocno zmieniać całość. Koniec to raczej nie jest, prawdopodobnie napiszę więcej. Mam już pomysł na kolejną sprawę ;) Oczywiście o ile chcecie.
-Oczywiście.
-Zapewne nie będziesz się na tym balu bawił tylko próbował dowiedzieć coś więcej na tem hrabi i jesgo służby zgadza się?
-Doprawdy Sebastianie zupełnie jakbyś czytał mi w myślach.
-Tak więc paniczu mam wyjść czy zostać?
-Możesz spróbować się czegoś jeszcze dowiedzieć. Chociaż i tak wątpię aby ci się to udało.-odparł chłopiec i zgasił światło.
Lokaj wyszedł z pokoju i szedł korytarzem po krótkiej chwili wpadł na blondyna.
-Co tu robisz?-spytał zdziwiony chłopak.
-Panicz chce się zdrzemnąć przed balem a ja chciałem zobaczyć jak idą przygotowania... A hrabia co tutaj robi?
-W końcu to moja posiadłość.-odpowiedział lekko rozbawiony Alois-Skoro chcesz się rozejrzeć proszę bardzo, ale uważaj posiadłość skrywa mroczne sekrety.-uśmiechnął się i odszedł.
Sebastian ruszył za chłopcem, idąc tak nie zauważył jednak pokojówki i wpadł na nią. Hannah stała przed nim ze spuszczoną głową a młody hrabia zniknął mu z oczu.
-Przepraszam. Czy wszystko w porządku?-zapytała pokojówka nie podnosząc wzroku.
-To ja przepraszam. Czy mogę zapytać co stało się pani w nogę? Wyglądało to dosyć poważnie.
-To nic. Przewróciłam się na schodach.-skłamała kobieta i odwróciła głowę.
-W porządku. Jeszcze trzydzieści minut do balu czy może mi pani pokazać gdzie znajduje się sala?
-Oczywiście proszę iść za mną.
Szli przemierzając czerwono złote korytarze, było już dosyć ciemno jednak dla kogoś takiego jak Sebastian nie było to zbytnim utrudnieniem.
-To za tym korytarzem. Myślę, że trafi pan sam.
Niczego nie świadom Sebastian wszedł do jak mu się zdawało korytarzu a Hannah zatrzasnęła za nim drzwi.
-Nie wierzę, że dał się nabrać na starą sztuczkę z iluzją.-zaśmiał się Alois, który właśnie podszedł obok komórki w której został zamknięty lokaj Ciela.
-Co dalej panie?-spytał Claude.
-Teraz kiedy pozbyliśmy się jego lokaja Ciel jest bezbronny. W trakcie balu mam zamiar wyzwać go na pojedynek i ZABIĆ.-zaśmiał się chłopak-A ty weźmiesz sobie jego duszę. Jasne?
- Tak, wasza wysokość.-uklęknął.
Lokaj Aloisa ruszył by obudzić ich gościa, wszedł do pokoju i już miał się odezwać zauważył jednak, że po hrabi Phantomhive nie ma śladu. Lekko zdezorientowany ruszył z powrotem do swego pana.
-Przepraszam panie ale twój gość zniknął.
-Co?! Jak to zniknął?! Jak mogłeś do tego dopuścić?!-wrzasnął Alois po czym uderzył swojego lokaja w twarz.
-Proszę się uspokoić. Mamy jeszcze czas. Na pewno przyjdzie.
-Obyś się nie mylił.
***
-Oby panicz zorientował się o co chodzi. Muszę się stąd wydostać...
-Witaj Sebastianku!
Tak. To mógł być tylko on. Grell Sutcliffe. Tylko on tak go nazywał.
-Co tutaj robisz?-zapytał Shinigami opierając się jedną ręką o ścianę a drugą trzymając na biodrze.
-Gram w bierki gdybyś nie zauważył. Jestem zamknięty.
-Nie denerwuj się.-odpowiedział Grell po czym podszedł do Sebastiana.-Chciałem cię wypuścić, ale skoro jesteś taki nie miły... Paaa.
-Czekaj!-Złapał czerwonowłosego za ramię.-Jak mogę stąd wyjść?
-Teraz? No nie wiem...-odparł żniwiarz udając, że się zastanawia.
-Co chcesz w zamian?
-Przez jeden dzień będziesz robić wszystko co ci karzę.
-Przez dwie godziny.-westchnął Sebastian-A teraz otwórz te dzrwi.
-Och tylko dwie godziny? No cóż lepsze to niż nic, ale pomogę ci znaleźć tego dzieciaka.-otwiera drzwi.
-Chcesz iść ze mną na bal?-zapytał zdziwiony lokaj.
-No wiesz taka propozycja! Nie mogę odmówić! Chętnie pójdę z tobą na bal! Tak się cieszę, że mnie zaprosiłeś!-krzyknął wesoło Grell po czym objął Sebastiana.
-W takim razie dwie godziny na balu. Teraz chodźmy.
-Co?! Ten bal miał być jako dodatek!-zawył załamany żniwiarz.
-Nie. Chodźmy znaleźć panicza.
Zbiegli we dwóch do sali balowej, jednak nie mogli tam znaleźć Ciela, nie było też Aloisa ani jego lokaja.
***
-To jak Phantomhive? Zgadzasz się na pojedynek?
-Tak, ale bez żadnej pomocy.
-Jasne, niby dlaczego nie ma tu Claude'a a twój lokaj jest zamknięty?
-Jak to zamknięty? Co...
W tym momencie Alois ruszył z mieczem w kierunku Ciela a ten ledwo uniknął ataku. Przez długi czas walki chłopcy po prostu robili uniki aż do momentu, w którym blondyn zamachnął się i skaleczył dotkliwie bruneta w nogę. Hrabia Phantomhive skrzywił się z bólu i upadł na kolana.
-Wiesz Phantomhive? Nie myślałem, że tak szybko z tobą skończę!
Trancy machnął mieczem, trafił jednak w podłogę a obok stał Sebastian trzymając swojego panicza.
-Doprawdy zostawić cię na godzinę samego i od razu wdajesz się w bójkę.
-Gdybyś nie dał się zamknąć nic by się nie stało.
Rozmawiali kompletnie nie zwracając uwagi na blondyna i jego lokaja. Grell usiłował zwrócić na siebie uwagę jednak nie wychodziło mu to najlepiej.
-Proszę was! Pośpieszcie się mam jeszcze półtorej godziny! Czy ktoś mnie słucha?!
Sebastian wyskoczył z Cielem na rękach przez okno i ruszyli w drogę powrotną.
No tak. Beznadziejne zakończenie, ogólnie ostatnia scena beznadziejna :/ Zdaję sobie z tego sprawę ale nie mam zbytniej weny a od pewnego momentu musiałam mocno zmieniać całość. Koniec to raczej nie jest, prawdopodobnie napiszę więcej. Mam już pomysł na kolejną sprawę ;) Oczywiście o ile chcecie.
Nasza własna przygoda Ciela i Sebastiana-czyli Malwina nie ma weny więc Sebastian ciągle myśli, że Ciel jest śpiący ;)
Zdaję sobie sprawę, że nie jest idealnie, przede wszystkim zbyt duża
liczba dialogów i prawdopodobnie błędy stylistyczne więc proszę mówcie
co poprawić ;) Przepraszam fanki Alois'a i Claude'a. Mam nadzieję, że
mimo wszystko spodoba wam się,
Było to około godziny 10:00 Ciel Phantomhive jak zwykle spał w swoim pokoju.
-Dzień dobry paniczu.- mogła to być tylko jedna osoba. Tak był to jego lokaj Sebastian Michaelis. Młody hrabia wyjrzał przez okno.
-Sebastianie, czemu nie obudziłeś mnie wcześniej?
-Muszę o ciebie dbać a skoro poszedłeś spać późno obudziłem cię nieco później niż zazwyczaj.
-Przez ciebie opuściłem ważne spotkanie-wstaje z łóżka.
-Spokojnie, przełożyłem je więc nie musisz się tym martwić paniczu.-zaczyna ubierać Ciela.
-W takim razie w porządku. Co jest dzisiaj na śniadanie?
-Dziś śniadanie będzie później przez to przełożone spotkanie musi pan pojechać do swojego gościa.
-Miałem nadzieję iż spotkanie odbędzie się w mojej posiadłości.-odpowiedział nieco zmieszany chłopiec.
-Niestety przez tak późne pójście spać musiałem przesunąć spotkanie więc to panicz odwiedzi swojego gościa.-Sebastian spojrzał na zegarek-Paniczu musimy się już szykować do wyjazdu.
-W takim razie ruszajmy. Mamy długą drogę do posiadłości Trancy'ch.
Sebastian i Ciel wyszli z posiadłości i ruszyli powozem na pociąg. Z okna można było już zobaczyć stację. Wybrali przedział i usiedli. Ciel zmrużył oczy.
-Paniczu...-zaczął Sebastian.
-Słucham.
-Proszę nie zasypiaj.-spojrzał na niego Sebastian błagalnym wzrokiem.
-Przecież nie śpię.
-Widziałem paniczu.
Jechali dłuższą chwilę w milczeniu, Ciel oparł głowę na szybie i powoli zamknął oczy. Ze snu wyrwał go głos Sebastiana, na którego hrabia spojrzał od razu tak jakby chciał go zabić.
-Paniczu, czemu patrzysz na mnie zamiast podziwiać krajobrazy?
Ciel odwrócił wzrok i spojrzał przez okno (tak chciałam napisać w tym momencie coś innego jako, że odbijało mi i już zaczęłam myśleć o YAOI ale nie, powstrzymam się)
-Ile zostało nam drogi?
-Jesteśmy już blisko.
-W porządku. Właściwie to wolałbym tam nie jechać.
-Czemuż to?
-Nie ufam mu to wszystko. Spotkanie powinno się odbyć w mojej posiadłości ale niestety mój lokaj mnie nie obudził
-Jestem po prostu piekielnie dobrym lokajem a panicz mógł wcześniej pójść spać, za chwilę wysiadamy. Czemu panicz mu nie ufa?
-Nie wiem. Takie przeczucie.
Sebastian spojrzał na zegarek.
-Za chwilę wysiadamy.
Po wyjściu z pociągu skierowali się w stronę powozu. Jechali kilka minut w zupełnej ciszy. Hrabi Phantomhive napewno odpowiadało to jednak jego lokaj na nowo rozpoczął rozmowę.
-Paniczu czy mogę zadać jedno pytanie?
-Oczywiście.-odparł Ciel nawet nie odwracając się w stronę lokaja.
-Mówiąc, że z hrabią Trancy coś jest nie tak co masz na myśli?
-Chodzi mi o jego rodziców a raczej o ojca. Umarł chwilę po tym jak Alois się odnalazł.
-Może to rzeczywiście podejrzane ale nie osądzajmy ludzi nie mając dowodów.
-Niby tak ale zwiększona ostrożność nie zaszkodzi. Mam dla ciebie zadanie.
-Słucham paniczu.
-Chcę abyś rozejrzał się po jego posiadłości ale bądź ostrożny.
-Rozumiem, czy coś jeszcze paniczu?
-Nie.
Reszta drogi minęła w kompletnej ciszy. Kiedy prze okno Ciel zobaczył posiadłość westchnął cicho. Powoli wyszli z powozu. Drzwi posiadłości otworzyły się a raczej o mało co nie wypadły z zawiasów i wybiegł przez nie Alois Trancy.
-Witajcie w posiadłości Trancy'ch-zawołał wesoło po czym przytulił Ciela.
-Tak, miło cię widzieć Alois-wysapał Ciel uwalniając się z uścisku.
-Zapraszam na śniadanie-powiedział lokaj blondwłosego hrabi.
-Tak chodźcie! Claude przygotował coś pysznego jak zwykle.-zawołał Trancy po czym uśmiechnął się wesoło.
-Ja paniczu spełnię twoją prośbę-powiedział szeptem Sebastian do Ciela a następnie powiedział głośno-Wybaczcie mi ale nie mogę towarzyszyć wam podczas śniadania.
-To nic prawda panie?-odparł Claude.
-Oczywiście.-podszedł do Claude'a-Wiec Ciel zapraszamy na śniadanie.
Claude otworzył drzwi do posiadłości przez, które Alois wszedł a raczej wbiegł.
-Po śniadaniu mój lokaj pokaże ci twój pokój. Jest ogroooomny.-odparł blondyn po czym zakręcił się w kółko. Zmieszany hrabia Phantomhive pokiwał tylko głową i ruszył za swoimi gospodarzami. Claude pokazał im jadalnię, tym razem chłopcy weszli przez drzwi prawie równocześnie, Alois jednak zatrzymał się i szepnął do swojego lokaja.
-Mam nadzieję, że tym razem jedzenie będzie przynajmniej zjadliwe.
-Będzie wyśmienite wasza wysokość
-Rozgość się Phantomhive twój lokaj powiedział, że zostajecie na tydzień.-odparł Alois z lekko złośliwym uśmiechem.
-Co powiedział mój lokaj?-spytał z niedowierzaniem Ciel.
W tym momencie wszedł Claude z jedzeniem.
-Życzę smacznego.
Alois zaczął mamrotać pod nosem coś o beznadziejnym jedzeniu w swojej posiadłości, jednak tak na prawdę nikt go nie słuchał. Hrabia był mocno poddenerwowany zaczął myśleć Co ten idiota sobie wyobraża dobrze wie, że nie powinniśmy tutaj zostwać. Jednak w tym momencie do jadalni wszedł Sebastian, na którego chłopak spojrzał zdenerwowany. Alois zerwał się z miejsca i oznajmił, że pokaże im swoją posiadłość. Tymczasem Sebastian szepnął do swojego panicza.
-Załatwiłem sprawę, o którą panicz prosił.
-W takim razie obejrzyjmy posiadłość-odparł głośno Ciel.
-Na pewno spodoba wam się moja posiadłość. Jest bardzo duża.-Alois obrócił się w kółko dwa razy-Niestety nie mogę wam towarzyszyć w zwiedzaniu muszę się zająć innymi sprawami. Do zobaczenia.
Sebastian odciągnął Ciela do tyłu
-Nie zauważyłem nic dziwnego w tej posiadłości.
-Dalej mam wrażenie, że coś jest nie tak. Ile mamy tu zostać?
-Możliwe, że tydzień ale spokojnie ukrucę paniczowi te męczarnie (tutaj włączyły się moje zboczone myśli ^^' )
-Co?!
-Spokojnie nic się nie stanie jak tu trochę zostaniemy.
-Wszystko w porządku?-zapytał Claude.
-Tak.-odparł Sebastian z uśmiechem-Panicz jest po prostu trochę zmęczony. Może lepiej zaprowadzić go do pokoju aby się zdrzemnął.
-Oczywiście.-odparł Claude po czym poprawił okulary-Proszę za mną.-Zaprowadził ich do dużego pokoju przystrojonego na złoto czerwone kolory.
W pokoju został Ciel z Sebastianem (ach te zboczone myśli).
-Coś się stało paniczu?
-Czemu mamy zostać tutaj na tydzień?!-uderza Sebastian w twarz ( http://25.media.tumblr.com/3aed2f97bcd9d49240291c5d74c64cb0/tumblr_mig6d9jYMf1s5kwpbo1_500.gif zdjęcie dla lepszego efektu)
-Spokojnie, wyjedziemy pojutrze. Niech się panicz zdrzemnie i uspokoi.
-Wyspałem się w pociągu.
-Więc niech panicz się uspokoi.
Ciel usiadł na łóżku, minęło kilka minut.
-Czy już paniczowi lepiej?
-Nie.
-Paniczu, hrabia Trancy chce cię widzieć w swojej bibliotece (Przepraszam fanów Aloisa jak chodzi o bibliotekę Malwina przesadziła na maksa :D )
Poszli w stronę biblioteki, Sebastian otworzył drzwi i nieco zmieszany spojrzał na Ciela, wszystko w bibliotece było różowe i wszędzie stały kwiaty, na środku natomiast stał blondyn wąchając czerwoną różę.
-Wybaczcie to zamieszanie nie wiem co się stało z tym pokojem. Nikt go jeszcze nie posprzątał.-powiedział Alois jakby nigdy nic.
-Panie myślałem, że biblioteka ma wyglądać właśnie tak czyli jak ogród...-odparł Claude.
-Chodzi mi to,-szepnął Alois-że tamta szmata jeszcze tutaj nie posprzątała.
Ciel usiadł a Sebastian stał obserwując całą sytuację.
-Przepraszam was na chwilę.-odparł blondyn-Chodź Claude.
-Sebastianie idź za nimi-szepnął Phantomhive po chwili.
Alois wszedł lub raczej wpadł do kuchni i podszedł do Hannah - swojej pokojówki.
-Naprawdę jesteś taką idiotką, że trzeba wszytko powtarzać kilka razy?!-kopnął pokojówkę w nogę a kiedy upadła jeszcze kilka razy w brzuch-Czy wy wszyscy musicie być takimi debilami?!-trzasnął drzwiami i wybiegł z kuchni.
Biegnąc wpadł na Sebastiana, na którego spojrzał przez chwilę załzawionymi oczami. Z biblioteki wyjrzał Ciel.
-Co się stało?
-Szczerze mówiąc nie wiem ale chyba jest jakiś problem. Może zapyta panicz hrabiego Trancy?
-No dobrze.-westchnął Ciel-Ty natomiast porozmawiaj z jego lokajem.
Hrabia Phantomhive poszedł w kierunku pokoju Aloisa, uchylił drzwi i usiadł obok niego na łóżku (zboczone myśli won!)
-Przepraszam. Czy wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku!
-Spokojnie.-wzdycha-Nie krzycz.
-Chciałem żeby wszystko było idealnie na wasz przyjazd-przysunął się bliżej Ciela.
-Nie martw się-wstaje-Wszystko było idealnie.-wyszedł z pokoju i wrócił do siebie. Trafił tam na Sebastiana-Więc czego się dowiedziałeś?
-Lokaj hrabi nie mówił za wiele, opatrywał nogę pokojówki i powiedział, cytuję "Mój pan czasami tak wybucha to wszystko" ale mi się wydaje, że to coś więcej. A panicz dowiedział się czegoś?
-Nie dowiedziałem się tak naprawdę nic. Powiedział tylko, że chciał aby na nasze przybycie wszystko było idealnie. To wszystko. Myślę, że wydarzyło się tam coś i muszę się dowiedzieć co.
W tm momencie do pokoju wszedł zapłakany Alois.
-Przepraszam za moje zachowanie-wytarł łzy-mam nadzieję, że wybaczycie. Dzisiaj o 19:00 jest bal. Chciałbym abyście wzięli w nim udział.
-Z chęcią weźmiemy w nim udział.
-Cudownie-uśmiechnął się Alois i wybiegł w podskokach z pokoju.
-Paniczu czy mogę zadać pytanie?
-Oczywiście.
-Zapewne nie będziesz się na tym balu bawił tylko próbował dowiedzieć coś więcej na tem hrabi i jesgo służby zgadza się?
-Doprawdy Sebastianie zupełnie jakbyś czytał mi w myślach.
No cóż na dzisiaj chyba zakończę. Mam nadzieję, że wam się podoba. Staram się powstrzymywać od pomysłów z podtekstem seksualnym ale czasem to naprawdę trudne. Zapraszam do komentowania.
Było to około godziny 10:00 Ciel Phantomhive jak zwykle spał w swoim pokoju.
-Dzień dobry paniczu.- mogła to być tylko jedna osoba. Tak był to jego lokaj Sebastian Michaelis. Młody hrabia wyjrzał przez okno.
-Sebastianie, czemu nie obudziłeś mnie wcześniej?
-Muszę o ciebie dbać a skoro poszedłeś spać późno obudziłem cię nieco później niż zazwyczaj.
-Przez ciebie opuściłem ważne spotkanie-wstaje z łóżka.
-Spokojnie, przełożyłem je więc nie musisz się tym martwić paniczu.-zaczyna ubierać Ciela.
-W takim razie w porządku. Co jest dzisiaj na śniadanie?
-Dziś śniadanie będzie później przez to przełożone spotkanie musi pan pojechać do swojego gościa.
-Miałem nadzieję iż spotkanie odbędzie się w mojej posiadłości.-odpowiedział nieco zmieszany chłopiec.
-Niestety przez tak późne pójście spać musiałem przesunąć spotkanie więc to panicz odwiedzi swojego gościa.-Sebastian spojrzał na zegarek-Paniczu musimy się już szykować do wyjazdu.
-W takim razie ruszajmy. Mamy długą drogę do posiadłości Trancy'ch.
Sebastian i Ciel wyszli z posiadłości i ruszyli powozem na pociąg. Z okna można było już zobaczyć stację. Wybrali przedział i usiedli. Ciel zmrużył oczy.
-Paniczu...-zaczął Sebastian.
-Słucham.
-Proszę nie zasypiaj.-spojrzał na niego Sebastian błagalnym wzrokiem.
-Przecież nie śpię.
-Widziałem paniczu.
Jechali dłuższą chwilę w milczeniu, Ciel oparł głowę na szybie i powoli zamknął oczy. Ze snu wyrwał go głos Sebastiana, na którego hrabia spojrzał od razu tak jakby chciał go zabić.
-Paniczu, czemu patrzysz na mnie zamiast podziwiać krajobrazy?
Ciel odwrócił wzrok i spojrzał przez okno (tak chciałam napisać w tym momencie coś innego jako, że odbijało mi i już zaczęłam myśleć o YAOI ale nie, powstrzymam się)
-Ile zostało nam drogi?
-Jesteśmy już blisko.
-W porządku. Właściwie to wolałbym tam nie jechać.
-Czemuż to?
-Nie ufam mu to wszystko. Spotkanie powinno się odbyć w mojej posiadłości ale niestety mój lokaj mnie nie obudził
-Jestem po prostu piekielnie dobrym lokajem a panicz mógł wcześniej pójść spać, za chwilę wysiadamy. Czemu panicz mu nie ufa?
-Nie wiem. Takie przeczucie.
Sebastian spojrzał na zegarek.
-Za chwilę wysiadamy.
Po wyjściu z pociągu skierowali się w stronę powozu. Jechali kilka minut w zupełnej ciszy. Hrabi Phantomhive napewno odpowiadało to jednak jego lokaj na nowo rozpoczął rozmowę.
-Paniczu czy mogę zadać jedno pytanie?
-Oczywiście.-odparł Ciel nawet nie odwracając się w stronę lokaja.
-Mówiąc, że z hrabią Trancy coś jest nie tak co masz na myśli?
-Chodzi mi o jego rodziców a raczej o ojca. Umarł chwilę po tym jak Alois się odnalazł.
-Może to rzeczywiście podejrzane ale nie osądzajmy ludzi nie mając dowodów.
-Niby tak ale zwiększona ostrożność nie zaszkodzi. Mam dla ciebie zadanie.
-Słucham paniczu.
-Chcę abyś rozejrzał się po jego posiadłości ale bądź ostrożny.
-Rozumiem, czy coś jeszcze paniczu?
-Nie.
Reszta drogi minęła w kompletnej ciszy. Kiedy prze okno Ciel zobaczył posiadłość westchnął cicho. Powoli wyszli z powozu. Drzwi posiadłości otworzyły się a raczej o mało co nie wypadły z zawiasów i wybiegł przez nie Alois Trancy.
-Witajcie w posiadłości Trancy'ch-zawołał wesoło po czym przytulił Ciela.
-Tak, miło cię widzieć Alois-wysapał Ciel uwalniając się z uścisku.
-Zapraszam na śniadanie-powiedział lokaj blondwłosego hrabi.
-Tak chodźcie! Claude przygotował coś pysznego jak zwykle.-zawołał Trancy po czym uśmiechnął się wesoło.
-Ja paniczu spełnię twoją prośbę-powiedział szeptem Sebastian do Ciela a następnie powiedział głośno-Wybaczcie mi ale nie mogę towarzyszyć wam podczas śniadania.
-To nic prawda panie?-odparł Claude.
-Oczywiście.-podszedł do Claude'a-Wiec Ciel zapraszamy na śniadanie.
Claude otworzył drzwi do posiadłości przez, które Alois wszedł a raczej wbiegł.
-Po śniadaniu mój lokaj pokaże ci twój pokój. Jest ogroooomny.-odparł blondyn po czym zakręcił się w kółko. Zmieszany hrabia Phantomhive pokiwał tylko głową i ruszył za swoimi gospodarzami. Claude pokazał im jadalnię, tym razem chłopcy weszli przez drzwi prawie równocześnie, Alois jednak zatrzymał się i szepnął do swojego lokaja.
-Mam nadzieję, że tym razem jedzenie będzie przynajmniej zjadliwe.
-Będzie wyśmienite wasza wysokość
-Rozgość się Phantomhive twój lokaj powiedział, że zostajecie na tydzień.-odparł Alois z lekko złośliwym uśmiechem.
-Co powiedział mój lokaj?-spytał z niedowierzaniem Ciel.
W tym momencie wszedł Claude z jedzeniem.
-Życzę smacznego.
Alois zaczął mamrotać pod nosem coś o beznadziejnym jedzeniu w swojej posiadłości, jednak tak na prawdę nikt go nie słuchał. Hrabia był mocno poddenerwowany zaczął myśleć Co ten idiota sobie wyobraża dobrze wie, że nie powinniśmy tutaj zostwać. Jednak w tym momencie do jadalni wszedł Sebastian, na którego chłopak spojrzał zdenerwowany. Alois zerwał się z miejsca i oznajmił, że pokaże im swoją posiadłość. Tymczasem Sebastian szepnął do swojego panicza.
-Załatwiłem sprawę, o którą panicz prosił.
-W takim razie obejrzyjmy posiadłość-odparł głośno Ciel.
-Na pewno spodoba wam się moja posiadłość. Jest bardzo duża.-Alois obrócił się w kółko dwa razy-Niestety nie mogę wam towarzyszyć w zwiedzaniu muszę się zająć innymi sprawami. Do zobaczenia.
Sebastian odciągnął Ciela do tyłu
-Nie zauważyłem nic dziwnego w tej posiadłości.
-Dalej mam wrażenie, że coś jest nie tak. Ile mamy tu zostać?
-Możliwe, że tydzień ale spokojnie ukrucę paniczowi te męczarnie (tutaj włączyły się moje zboczone myśli ^^' )
-Co?!
-Spokojnie nic się nie stanie jak tu trochę zostaniemy.
-Wszystko w porządku?-zapytał Claude.
-Tak.-odparł Sebastian z uśmiechem-Panicz jest po prostu trochę zmęczony. Może lepiej zaprowadzić go do pokoju aby się zdrzemnął.
-Oczywiście.-odparł Claude po czym poprawił okulary-Proszę za mną.-Zaprowadził ich do dużego pokoju przystrojonego na złoto czerwone kolory.
W pokoju został Ciel z Sebastianem (ach te zboczone myśli).
-Coś się stało paniczu?
-Czemu mamy zostać tutaj na tydzień?!-uderza Sebastian w twarz ( http://25.media.tumblr.com/3aed2f97bcd9d49240291c5d74c64cb0/tumblr_mig6d9jYMf1s5kwpbo1_500.gif zdjęcie dla lepszego efektu)
-Spokojnie, wyjedziemy pojutrze. Niech się panicz zdrzemnie i uspokoi.
-Wyspałem się w pociągu.
-Więc niech panicz się uspokoi.
Ciel usiadł na łóżku, minęło kilka minut.
-Czy już paniczowi lepiej?
-Nie.
-Paniczu, hrabia Trancy chce cię widzieć w swojej bibliotece (Przepraszam fanów Aloisa jak chodzi o bibliotekę Malwina przesadziła na maksa :D )
Poszli w stronę biblioteki, Sebastian otworzył drzwi i nieco zmieszany spojrzał na Ciela, wszystko w bibliotece było różowe i wszędzie stały kwiaty, na środku natomiast stał blondyn wąchając czerwoną różę.
-Wybaczcie to zamieszanie nie wiem co się stało z tym pokojem. Nikt go jeszcze nie posprzątał.-powiedział Alois jakby nigdy nic.
-Panie myślałem, że biblioteka ma wyglądać właśnie tak czyli jak ogród...-odparł Claude.
-Chodzi mi to,-szepnął Alois-że tamta szmata jeszcze tutaj nie posprzątała.
Ciel usiadł a Sebastian stał obserwując całą sytuację.
-Przepraszam was na chwilę.-odparł blondyn-Chodź Claude.
-Sebastianie idź za nimi-szepnął Phantomhive po chwili.
Alois wszedł lub raczej wpadł do kuchni i podszedł do Hannah - swojej pokojówki.
-Naprawdę jesteś taką idiotką, że trzeba wszytko powtarzać kilka razy?!-kopnął pokojówkę w nogę a kiedy upadła jeszcze kilka razy w brzuch-Czy wy wszyscy musicie być takimi debilami?!-trzasnął drzwiami i wybiegł z kuchni.
Biegnąc wpadł na Sebastiana, na którego spojrzał przez chwilę załzawionymi oczami. Z biblioteki wyjrzał Ciel.
-Co się stało?
-Szczerze mówiąc nie wiem ale chyba jest jakiś problem. Może zapyta panicz hrabiego Trancy?
-No dobrze.-westchnął Ciel-Ty natomiast porozmawiaj z jego lokajem.
Hrabia Phantomhive poszedł w kierunku pokoju Aloisa, uchylił drzwi i usiadł obok niego na łóżku (zboczone myśli won!)
-Przepraszam. Czy wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku!
-Spokojnie.-wzdycha-Nie krzycz.
-Chciałem żeby wszystko było idealnie na wasz przyjazd-przysunął się bliżej Ciela.
-Nie martw się-wstaje-Wszystko było idealnie.-wyszedł z pokoju i wrócił do siebie. Trafił tam na Sebastiana-Więc czego się dowiedziałeś?
-Lokaj hrabi nie mówił za wiele, opatrywał nogę pokojówki i powiedział, cytuję "Mój pan czasami tak wybucha to wszystko" ale mi się wydaje, że to coś więcej. A panicz dowiedział się czegoś?
-Nie dowiedziałem się tak naprawdę nic. Powiedział tylko, że chciał aby na nasze przybycie wszystko było idealnie. To wszystko. Myślę, że wydarzyło się tam coś i muszę się dowiedzieć co.
W tm momencie do pokoju wszedł zapłakany Alois.
-Przepraszam za moje zachowanie-wytarł łzy-mam nadzieję, że wybaczycie. Dzisiaj o 19:00 jest bal. Chciałbym abyście wzięli w nim udział.
-Z chęcią weźmiemy w nim udział.
-Cudownie-uśmiechnął się Alois i wybiegł w podskokach z pokoju.
-Paniczu czy mogę zadać pytanie?
-Oczywiście.
-Zapewne nie będziesz się na tym balu bawił tylko próbował dowiedzieć coś więcej na tem hrabi i jesgo służby zgadza się?
-Doprawdy Sebastianie zupełnie jakbyś czytał mi w myślach.
No cóż na dzisiaj chyba zakończę. Mam nadzieję, że wam się podoba. Staram się powstrzymywać od pomysłów z podtekstem seksualnym ale czasem to naprawdę trudne. Zapraszam do komentowania.
Opowiadanie po długiej przerwie ;)
No więc tak tutaj przedstawię w skrócie postaci dla osób, które nie
widziały lub nawet nie mają pojęcia czym jest Kuroshitsuji, ponieważ to
właśnie z tymi postaciami będzie najbliższe opowiadanie.Dzięki mojej
przyjaciółce i jej pomysłowi iż ja jestem Ciel Phantomhive a
ona Sebastian Michaelis zączęłyśmy ciekawą rozmowę, w której jakby
opisałyśmy ich "przygodę". Niektóre postaci może i nie są przedstawione
dość realistycznie np.
Claude, ponieważ moja przyjaciółka nie wiedziała o nim za wiele, oraz
może trochę przesadzona zachowanie Aloisa Trancy ale nie wiedziałam jak
inaczej go pokazać.
Zacznę od mojej kochanej postaci ;)
Ciel Phantomhive - dwunastoletni lord angielski. W wieku dziesięciu lat zawarł pakt z demonem po tym, jak jego rodzice zginęli w pożarze. Chcąc zemścić się na zabójcach jego rodziny zgadza się na zawarcie kontraktu, na mocy którego ma oddać mu swoją duszę w zamian za pomoc i ochronę. Pracuje w służbie u królowej, przez co nazywany jest "psem królowej" lub też "kundlem królowej", a jego głównym zadaniem jest rozwiązywanie zagadek rytualnych morderstw oraz wszelkich nadnaturalnych lub też niewyjaśnionych spraw. Ciel jest bardzo poważnym i zamkniętym w sobie chłopcem. Nigdy się nie uśmiecha, jest bardzo inteligentny i cyniczny jak na swój wiek.
Tak opisy kradnę trochę z wikipedii i trochę przerabiam ;*
Postacie którymi jestem ja:
Alois Trancy - Młody 14-letni chłopak, syn księcia Trancy i głowa rodu Trancych. Zawsze pojawia się z tajemniczym lokajem Claude'em, z którym, podobnie jak Ciel, zawarł kontrakt. Wcześniej był wykorzystywany seksualnie przez swojego ojca. Jest okrutny, zwłaszcza w stosunku do swojej pokojówki, Hanny. Często przeżywa skrajne emocje, od ogromnej radości na nienawiści kończąc (Według Malwiny ma okres). Demon wypalił mu swój znak na języku.
Grell Sutcliffe - Jeden z bogów śmierci. Nosi przy sobie księgę, w której posiada informacje o wszystkich ludziach, którym mają umrzeć w najbliższym czasie. Pała miłością do Sebastiana. Kilka słów ode mnie:Jest uroczym psychopatą. Chciałby zostać matką dzieci Sebastiana i tak to osobnik płci męskiej ;)
Hannah - Nie ma co się rozpisywać. Pokojówka Alois'ego, chłopiec w wyniku złości wydłubał jej oko. Tutaj jest to raczej postać epizodyczna.
No to teraz postacie, którymi jest Malwina (czyli moja przyjaciółka). Tylko dwie, ale ona nie widziała całego Kuroshitsuji w momencie kiedy to napisałyśmy.
Sebastian Michaelis - Często mówi o sobie "Jestem tylko piekielnie dobrym lokajem". Służy Cielowi Phantomhive'owi w zamian za duszę chłopca. Wysoki, przystojny mężczyzna, zawsze doskonale ubrany w szykowną czerń i o nienagannych manierach, posiada wiele przydatnych umiejętności, zarówno w prowadzeniu posiadłości jak i w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Jest dla Ciela: ochroniarzem, kucharzem, lokajem, nauczycielem. Sebastian większość rozkazów przyjmuje słowami "Tak, mój Panie".
Claude Faustus - Demon o nieznanym wieku. Posiada czarny frak i okulary w drucianych oprawkach. Jest mniej doświadczony Sebastiana, posiada pewną moc, a jego znak przedstawia coś bezpośredniego między kwiatem a pająkiem. Jest zimny, nigdy się nie uśmiecha i pragnie zdobyć duszę Ciela, o którą nieustannie toczy walką z Michaelisem.
Heh jak widać w obydwu przypadkach Malwina to mój lokaj :P Odpowiada mi to. Samo opowiadanie pojawi się w następnym poście. Ja natomiast zachęcam was do obejrzenia anime Kuroshitsuji ;)
Zacznę od mojej kochanej postaci ;)
Ciel Phantomhive - dwunastoletni lord angielski. W wieku dziesięciu lat zawarł pakt z demonem po tym, jak jego rodzice zginęli w pożarze. Chcąc zemścić się na zabójcach jego rodziny zgadza się na zawarcie kontraktu, na mocy którego ma oddać mu swoją duszę w zamian za pomoc i ochronę. Pracuje w służbie u królowej, przez co nazywany jest "psem królowej" lub też "kundlem królowej", a jego głównym zadaniem jest rozwiązywanie zagadek rytualnych morderstw oraz wszelkich nadnaturalnych lub też niewyjaśnionych spraw. Ciel jest bardzo poważnym i zamkniętym w sobie chłopcem. Nigdy się nie uśmiecha, jest bardzo inteligentny i cyniczny jak na swój wiek.
Tak opisy kradnę trochę z wikipedii i trochę przerabiam ;*
Postacie którymi jestem ja:
Alois Trancy - Młody 14-letni chłopak, syn księcia Trancy i głowa rodu Trancych. Zawsze pojawia się z tajemniczym lokajem Claude'em, z którym, podobnie jak Ciel, zawarł kontrakt. Wcześniej był wykorzystywany seksualnie przez swojego ojca. Jest okrutny, zwłaszcza w stosunku do swojej pokojówki, Hanny. Często przeżywa skrajne emocje, od ogromnej radości na nienawiści kończąc (Według Malwiny ma okres). Demon wypalił mu swój znak na języku.
Grell Sutcliffe - Jeden z bogów śmierci. Nosi przy sobie księgę, w której posiada informacje o wszystkich ludziach, którym mają umrzeć w najbliższym czasie. Pała miłością do Sebastiana. Kilka słów ode mnie:Jest uroczym psychopatą. Chciałby zostać matką dzieci Sebastiana i tak to osobnik płci męskiej ;)
Hannah - Nie ma co się rozpisywać. Pokojówka Alois'ego, chłopiec w wyniku złości wydłubał jej oko. Tutaj jest to raczej postać epizodyczna.
No to teraz postacie, którymi jest Malwina (czyli moja przyjaciółka). Tylko dwie, ale ona nie widziała całego Kuroshitsuji w momencie kiedy to napisałyśmy.
Sebastian Michaelis - Często mówi o sobie "Jestem tylko piekielnie dobrym lokajem". Służy Cielowi Phantomhive'owi w zamian za duszę chłopca. Wysoki, przystojny mężczyzna, zawsze doskonale ubrany w szykowną czerń i o nienagannych manierach, posiada wiele przydatnych umiejętności, zarówno w prowadzeniu posiadłości jak i w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Jest dla Ciela: ochroniarzem, kucharzem, lokajem, nauczycielem. Sebastian większość rozkazów przyjmuje słowami "Tak, mój Panie".
Claude Faustus - Demon o nieznanym wieku. Posiada czarny frak i okulary w drucianych oprawkach. Jest mniej doświadczony Sebastiana, posiada pewną moc, a jego znak przedstawia coś bezpośredniego między kwiatem a pająkiem. Jest zimny, nigdy się nie uśmiecha i pragnie zdobyć duszę Ciela, o którą nieustannie toczy walką z Michaelisem.
Heh jak widać w obydwu przypadkach Malwina to mój lokaj :P Odpowiada mi to. Samo opowiadanie pojawi się w następnym poście. Ja natomiast zachęcam was do obejrzenia anime Kuroshitsuji ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







